A Ty dlaczego byś wyjechał?

Marzenia o tym, żeby wyjechać gdzieś na dłużej kiełkowały w mojej głowie od kilkunastu miesięcy. Czytałam książki o podróżach, śledziłam blogi i myślałam, że też bym tak chciała. I osiągnęłam poziom, że miałam tego dosyć. Dopadło mnie wkurzenie, że zamiast działać to ja siedzę kolejną godzinę przed komputerem i czytam.

Najpierw problemem były fundusze, przez chwilę potem brak kompana a na koniec strach przed rzuceniem pracy i pozostaniem na lodzie po powrocie.
Do takiej decyzji się dojrzewa. Najpierw nieśmiało mówi się ludziom, że chciałoby się pojechać. Jedni pukają się w czoło. Są też inni, którzy mówią: „Powinnaś to zrobić”. Trafiłam na kilka takich osób, które powiedziały: „Zacznij w Azji, jest dobra na początek”. Ale to właśnie o Azji za dużo czytałam. Chciałam czegoś innego, mniej obleganego przez stonkę backpackersów. Długo myślałam o Argentynie. Jednak kiedy po raz drugi pojawiły się bilety do miejsca z najdalszych marzeń, czyli Nowej Zelandii to stwierdziłam: „Dobra, jadę!”. Wynegocjowałam 3 tygodnie urlopu i zaczęłam odkładać pieniądze.

I tak sobie odkładałam przez 3 miesiące. W międzyczasie zaczęłam się w swojej pracy nieco nudzić. Latem prowadziłam duży i fajny projekt. Kiedy się skończył, opadła mi adrenalina i zaczęło brakować motywacji. Nieźle zarabiałam. Ale pieniądze to nie wszystko, kiedy ma się poczucie, że marnuje się gdzieś czas. 8h dziennie w biurze, codzienne dojazdy a po powrocie do domu takie zmęczenie materiału, że nawet nie chciało się piętą ruszyć. W weekendy starałam się jak najwięcej wyjeżdżać, żeby nie marnować jeszcze więcej czasu.

Nie mogłam pogodzić się z faktem, że to wszystko co mnie w życiu czeka. I powinnam tutaj osiąść, najlepiej wziąć kredyt na mieszkanie i jeszcze samej sobie wciskać kit, co czyni wielu emigrantów, że jestem lepsza bo udało mi się uciec z kraju bez perspektyw. Teraz może i stać mnie na urlop na końcu świata ale mogę wyjechać maksymalnie na 3 tygodnie. I to na dodatek raz w roku.

Holandia zawsze dawała mi uczucie tymczasowości. Nigdy nie myślałam, że chcę się nauczyć języka, kupić tutaj mieszkanie czy też znaleźć męża. I o ile byłam tutaj pół roku to nie widziałam w tym nic złego. Po prawie dwóch latach, kiedy po raz kolejny musisz kogoś przeprosić, że nie mówisz po holendersku i poprosić o przejście na angielski to zaczyna ciążyć. Decyzja o wyjeździe to wypadkowa zmęczenia czytaniem, tęsknotą za działaniem i chęcią wyzbycia się uczucia marnowania życia. Jak dla mnie dość silne argumenty. A perspektywy? Ja wierzę, że nie są nam narzucone. Jesteśmy ich współtwórcami. Najwięcej wymagać należy od samych siebie. I zamiast narzekać na Polskę trzeba wziąć dupę w troki i wykorzystać dane nam szanse. I tak mamy szczęście, dużo szczęścia. Mieszkamy w cywilizowanej Europie. Biedni ludzie na krańcach świata nie mają czasu narzekać, muszą działać. Dlaczego nam przychodzi do głowy, że my możemy?

Decyzja podjęta i nie ma odwrotu. Ze strachu przed nieznanym, gdybym mogła odwołać to co postanowiłam, zrobiłabym to już co najmniej 4 razy. Ale nie mogę. I o to chyba chodziło.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s