Miesiąc na Bali!

Za żadne skarby nie przypuszczałabym, że spędzę na Bali cały miesiąc. W ogóle muszę przyznać, że byłam dość sceptycznie nastawiona do tej wyspy, widząc w samolocie z Adelaide hordę Australijskich wakacjowiczów w japonkach trzymających torby plażowe jako bagaż podręczny. Smażenie się w słońcu to nie moja bajka. Stanowczo wolę opalić się na pandę robiąc via ferrate w pełnym słońcu włoskich Alp czy czekając na stopa podczas próby wydostania się z zapadłej dziury w Macedonii. Najpierw przy wysiadaniu z samolotu przez chwilę nie mogłam oddychać bo wilgotność powietrza w porównaniu do Nowej Zelandii jest ogromna. Kuta to rejon plażowania, dzikich imprez do rana i kto tam spotka Balijczyka temu konia z rzędem! Sami turyści, sklepy Quicksilvera i club clubem pogania. Na południu jest jedna taka plaża, śliczne miejsce. Kręcili tam podobno któraś scenę z Jedz, Módl się, Kochaj wiec lokalsi nazywają ją teraz Julia Robert’s beach. 😉 a tam ciekawe zjawisko. Plaża mała – od skaly do skaly. Po środku rasa biała smaży swoje ciała aby przyrumienic sie na chrupko. Pod skałami nieco cienia wiec wszyscy Azjaci w długich spodniach i bluzach z długimi rękawami kryją sie tam aby przypadkiem skóra nie zmieniła sie o pol tonu na ciemniejsza. Swiat bywa zabawny, czyż nie? 🙂 na dodatek to mekka surferów wiec dobra miejscowka na łapanie fal lub poogladanie sobie wysportowanych ciał i zmierzwionych włosów amatorów tego sportu z całego swiata. Szybko chciałam stamtąd uciekać. Obrałam kierunek Ubud – kulturalna stolica wyspy. I stolica backpackersow którzy myślą, ze sa wielkimi podróżnikami bo zamiast zostac w Kucie ruszyli tyłek 40km na polnoc. W czasie 4km spaceru przez miasto z plecakiem z uśmiechem na ustach odmówiłam ze 100 razy propozycji taksówki czy scooter-taksowki. Dotarłam do domu mojej hostki z CSa. Sliczna villa na skraju dżungli, muzyczka w postaci dźwięku pobliskiego wodospadu i yoga na tarasie. Olga jest Rosjanka, spędziła kilka lat w Indiach gdzie została nauczycielka yogi. Na Bali przeczekuje monsun i pracuje zdalnie dla swojego kontraktora w Novosybirsku. Brzmi jak bajka no nie? Tylko ze takich ekspatow jak ona sa tutaj setki. Bogatsi Balijczycy budują luksusowe ville z zamiarem wynajęcia ich na długi termin: rok albo i dwa. Ceny powiedzialabym sa raczej europejskie. No moze nieco niższe. Co poza tym? Market! Idz rano to zobaczysz prawdziwy! O 5 rano Ubud otwiera market dla miejscowych. A tam głownie jedzenie: owoce, warzywa, mięso, słodycze i te wszystkie liscie bananowca i kwiatuszki zeby dwa razy dziennie modlić sie do Boga w kluczowych miejscach domu. Jak cos spróbujesz kupić to albo sie naucz troche balijskiego albo cie orzna na 300% i nie ma zmiłuj 😉 Po 8:30 market zamienia sie kompletnie i w miejsce surowego mięsa sa sukienki, torebki, kapelusze i sarongi. Dla wszystkich Pan turystek special price! Jednego poranka przed 8:30 postanowiłam kupić sobie spodnie bo moja garderoba jest mocno nie w klimacie tropikalnym. Usłyszałam od sprzedawczyni: morning price: $10! Potem dowiedziałam sie od mamy mojej rodzinki, ze powinnam była zapłacić $5 😉 Pierwszy tydzień pobytu na Bali to było przecieranie ścieżki zeby w koncu wsiąść na skuter, zamontować na nim plecak i ruszyć przed siebie. Wiele osób mówiło mi, ze Bali jest cudowne ale musisz uciec od turystycznych miejsc. Ale co znaczy uciec? I jak definiujesz nieturystyczne miejsce? Bali bylo, jest i bedzie turystyczne. To najlepszy biznes! To szansa na lepszy byt! I marzenie wielu Balijczykow, którzy nie siedzą w nim jeszcze. Nie wspominałam o tym ale od ojca mojej rodzinki dostałam propozycje biznesowa zeby założyć razem agencje turystyczna, ja bede ogarniac turystów z Polski i wysyłać do niego a on ich zaprowadzi na Mt Batur i w wiele innych miejsc. Osiągnęliśmy konsensus, ze ja lepiej poucze jego żonę i córkę angielskiego i zostaniemy przyjaciółmi. Biznes mam nadzieje zrobią na farmie świnek. 🙂 a ucieczka? Czym jest ucieczka? Siedzeniem na brudnej i brzydkiej plazy samemu? Bo na ślicznej bedziesz siedzieć z setka innych osób. Tylko raz podczas mojego pobytu na Bali zatrzymałam sie w tzw. homestay. I w zyciu nie czułam sie tak winna, kiedy moje właścicielka ze smutnym wyrazem twarzy przynosiła mi rano sniadanie i pytała czy chce masaż. To nie kwestia tych $5 ze go nie chciałam tylko raczej brak ochoty. Ale w poczucie winy wpędziła mnie dość konkretne.
Teraz mieszkam sobie u Supiiego i to troche dłuższa historia. Jego sąsiadka namówiła mnie na zakup batikowego koca. Tak kupiłam batikowy koc. Jest prześliczny. Kolorowy. Pozytywny. Kosztował grosze a sąsiadka zagrała ze mna w dobra grę z klientem. Przyszła do mnie ze swoim rocznym synkiem i rozmawiała przez godzinę o zyciu. A ja koc i tak chciałam kupić. Dalej jestem turystka i zawsze bede. Samo to, ze zaplacilam kupe kasy za canyoning i ze jadam w restauracjach a nie z wozkow przy drodze czyni ze mnie turystykę. Moze czyni nieco mniejsza, bo zatrzymałam sie w domu instruktora i zaprzyjaźniam sie z cała ekipa z firmy. Ale przeciez z nikim sie nie ścigam, kto sie stanie bardziej balijski na Bali. I koniec końców jestem wszedzie gościem, który moze nieco częściej niz inni jest zapraszany za próg domu.
PS. A jak tutaj wroce to wynajmę przewodnika i pojde zdobyć ten wymarzony wulkan, który juz obejrzalam ze wszystkich stron. Niech no ja sobie tylko kupie nowe buty trekkingowe i przetestuje moje kolano na jakiejs niższej górce.

20140617-132112-48072418.jpg

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s