Wulkany Indonezji: Gunung Agung 3142m npm

Nie mam świetnej kondycji. Nie biegam po tych wulkanach jak szalona. Ide sobie własnym tempem i znam swoje możliwości. Wiedziałam, ze 2000m wysokości podejścia i 2000m do zejścia to sporo do zrobienia ciurkiem w ciagu jednej nocy i jednego poranka. Całkiem inna to wspinaczka niz ta ktora do tej pory zrobiłam w Indonezji. Ale umiem zarządzać swoimi zasobami energii i nie było to porywanie się z motyką na słońce. Moze nieco wolniej i moze kolano troche pobolec przy zejściu ale nie wspinam sie przeciez na szesciotysiecznik w Himalajach. A w Nowej Zelandii potrafiliśmy robic dziennie po 30km w trakcie 10 dniowego trekkingu, czyli duzo wiecej i z ciężkim plecakiem.

Gunung Agung ze względu na brak możliwości campingu na zboczu góry i konieczność wejścia i zejścia w ciagu jednego dnia uznawany jest za jeden z najbardziej wymagających wulkanów w Indonezji. Wiecie, ze przyglądałam mu sie dość długo. Widać go z wielu miejsc na Bali. Jest dla wyznajacych hinduizm Balijczykow święta górą. Gdzies przeczytałam, ze kazdy Balijczyk spi z głowa skierowana w jego strone. To akurat jest bzdura, bo rodzinka na Batur spała za każdym razem inaczej. 😉 Obserwowałam go mieszkając w Songan nad jeziorem Batur i patrząc na piekne zachody słońca ze wzgórza nieopodal Amed. To dla niego kupiłam buty trekkingowe w Singapurze i wróciłam do Indonezji. I pomimo całej szopki z przewodnikiem i zniesmaczeniem w Pura Besakih bardzo się cieszę, że udało mi się stanąć na jego szczycie.

???????????????????????????????

Wystartowalismy o 23:20 z wysokości około 1150m na ktora wjechalismy z wioski na moim skuterku. Wówczas okazało sie, ze poza mna wejda z moim przewodnikiem na wulkan jeszcze dwie osoby Stephani (‚from Los Angeles’ jak sama powiedziala zapytana przeze mnie skad jest) i jej wujek Lee (‚from Seattle’) mieszkajacy na Bali od 10 lat. Lee powitał mnie dosc ciekawym okrzykiem: ‚you must be from Norway!’ Dobrze, ze bylo ciemno bo jestem pewna, ze zrobiłam dość głupia minę. ‚Dlaczego z Norwegii?’ ‚Bo jestes super przygotowana!’ No tak, mam dobre buty, kijki trekkingowe, kurtkę i czołówkę. Obok nich w butach do biegania i bez latarek to ja wyglądam jak to lepsze dziecko z Ameryki. Odpowiadam, ze jestem z Polski chociaż korci mnie zeby powiedziec ‚I’m from Bełchatów’ 😉 I jestem przygotowana bo to jest cos co robie w Indonezji. Chodzę po wulkanach.

Dowiaduje sie, ze Stephani lubi gory i to był jej pomysł zeby wspiąć sie na Agung. Zaczynamy. Początek jest dość przyjemny, niezbyt strome podejście przez las. Przewodnik idzie szybkim krokiem, ja póki co próbuje trzymac jego tempo. Dla mnie zawsze najtrudniejsza jest rozgrzewka, czyli do momentu pierwszego potu. Potem wiadomo, że już jakos to pójdzie. 😉 A i kolano przy podejściu nigdy nie boli.
Po mniej wiecej 15-20min Stephani rząda przerwy. Siedzimy. Piękna gwiezdzista noc. Po następnych 15min podejścia Stephani i Lee zatrzymują sie kawałek za mna i przewodnikiem. Słyszę jak sie kloca. Dziewczyna ma problem z podejściem, chce zrezygnować. Lee jeszcze próbuje ja namawiać ale ona juz podjęła decyzje, wzięła kluczyki od samochodu i poczeka na niego na dole. Hmm… Ciśnie mi sie na usta komentarz: „ah Ci Amerykanie”. Lee pózniej stwierdza, ze nie wie co ona sobie myślała. Sama go namówiła na wspinaczkę na ten wulkan.

Po mniej wiecej godzinie zaczyna robić się stromo i dosyć męcząco. Bez dobrych butów czy kijkow szlabym tutaj na czworaka. W niektórych miejscach zamontowane sa liny, które wyglądają jak powiązane stare prześcieradła, ale spełniają swoja role i pomagają wdrapac sie wyżej. Przewodnik poza tym, ze idzie przed nami i swieci nam raz na jakis czas latarką, zeby wskazać gdzie jest i w ktora strone należy isc nie robi nic wiecej. W sumie tylko raz byłam dawno temu z przewodnikiem w Tatrach, wiec nie do konca wiem czy powinnam od niego oczekiwać czegos wiecej czy nie. Po kolejnych dwoch godzinach patrząc na nasze tempo zarządza dłuższy postój, zeby uniknąć sytuacji jaka ja przeżyłam na Semeru. Czyli nie siedzieć i trząść się z zimna na szczycie czekając na wschod słońca. Jeszcze przed wejściem powiedział mi, ze to bardzo dobry sezon na Mt Agung. Przejrzyste powietrze i piekne widoki. Wspina sie na te gore jako przewodnik 5 razy w tygodniu od 3 miesięcy. Nic dziwnego, że kondycje ma do pozazdroszczenia. 😉
Siedzimy tak sobie 20minut, środek nocy, piękny widok na Bali. Migoczą mi w oczach światełka domów na dole. Pokazujemy palcem na poszczególne wioski. Robi mi sie zimno. Nieważne jak super techniczne i oddychajace koszulki mam ma sobie to spocone plecy powodują, ze szybko odczuwam dyskomfort. Sugeruje powoli kierować sie wyżej. Zaczyna sie wspinaczka po wulkanicznych skałach. Ciemność pozwala nie myslec o ekspozycji. Czasem naprawde trzeba używać rąk. Kończą sie drzewa. Zabawa jest dość przednia bo podłoże to skala z wyzlobionymi zaglebieniami w które celuje sie aby postawić stopy.

Po kolejnych dwoch dłuższych przerwach jesteśmy prawie na szczycie. Jest okolo 5:30 rano. Do świtu około godziny. Mija nas druga grupa z przewodnikiem. 2 dziewczyny i chłopak, chyba Rosjanie. Chociaż nie do konca potrafię rozpoznać język, którym sie posługują. Juz widać piekne kolory rozświetlające niebo. Szczyt nam troche ten spektakl zasłania bo wspinamy sie dokładnie od zachodu. O 5:50 zaczynamy podchodzić ostatni kawałek i dokładnie o 6:08 stajemy na szczycie. A właściwie wtedy mi sie wydaje ze to szczyt. Wulkany cechują sie tym, ze maja zazwyczaj po kilka wierzchołkow. Stoimy. Lee jest wykończony wiec siada i pyta czy zniosę go na dół. Przewodnik po krótkiej pogawędce ze mna pod szczytem o wulkanach na które juz w Indonezji weszłam pyta czy chce zobaczyć krater. Na co ja ochoczo kiwam głowa. Lee mowi, ze on sie prześpi a my możemy isc. Po 10min trawersu i krótkiej wspinaczce docieramy na miejsce. Okazuje sie, ze najwyższy punkt jest wlasnie tutaj. Jest tabliczka z napisem Gunung Agung 3142m. Krater robi na mnie ogromne wrażenie. Agung nie jest czynnym wulkanem, nie uchodzi z niego żaden dym, nie widać lawy. Jest za to 500m idealnie pionowa ściana. Nie mam leku wysokości ale nieco miękną mi kolana. Prosze przewodnika zeby mi zrobił zdjecie a jemu włącza sie cecha właściwa dla indonezyjskich przewodników – szalony fotograf. Z jednego zdjecia robi sie dwadzieścia. Tata spod Mt Batur zrobił ze mna kiedys to samo, mam ogromny zbiór zdjec znad pewnego wodospadu i z zachodem słońca tez. Co on ze mna wyczyniał. Niepublikowalne… 😉

?????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????

Na Gunung Agung prowadzi kilka dróg. Dwie najpopularniejsze to te z Pura Besakih (najdłuższa i dociera na sam szczyt) i Pasar Agung (krótsza 4h podejścia i 2h zejścia, dociera do krawędzi krateru i nie ma możliwości zdobycia najwyższego wierzchołka). Oglądanie wschodu słońca z wulkanu jest szeroko reklamowane we wszystkich punktach turystycznych na Bali. Niższy Batur jest łatwiejszy, tańszy i przez to bardziej popularny. Jesli pojdziecie do jakiegokolwiek punktu turystycznego na Bali i zapytacie o trekking na Agung to większość trekkingow startuje z Pasar Agung. Zakladam, ze ze względu na to, ze jest krótszy. Obiecują, ze widoki sa takie same jak gdyby zdobyło sie szczyt. Pewnie tak ale to jednak nie jest szczyt 😉 A trasa podobno jest duzo bardziej niebezpieczna. Na tripadvisorze mozna znaleźć wpis o tym jak ktos stracił równowagę i spadł kilka metrów w dół odbijając sie od skał. I chociaż bardzo bym chciała zobaczyć na własne oczy jak trudna jest ta trasa to bardziej chodziło mi o szczyt niz sama drogę.

??????????????????????????????????????????????????????????????

Po sesji zdjęciowej wracamy do Lee. Nie mowie mu, ze najwyższy punkt jest na krawędzi krateru. Nie bede mu psuć humoru, który i tak nadszaprniety jest zmęczeniem.
Jesteśmy ponad chmurami co tworzy piękny widok. Tylko na polnocy chmur nie ma wiec dokładnie widać linie brzegowa Bali. Rinjani na sąsiednim Lomboku rownież pozostaje niewidoczny. Cieszę sie, ze 2 miesiące temu wybrałam sie na wschod słońca z Sinta, ktora uczyłam angielskiego w Songan, na pobliskie wzgórze. Widoki wtedy były spektakularne. Wiec teraz chmury tez maja swoj urok. Przypominają mi nieco widoki ze szczytu Toubkalu w Gorach Atlas.
Nie zostajemy ma szczycie zbyt długo. O 7 rano zaczynamy schodzić. Juz na pierwszych metrach Lee zatacza sie lekko i upada zsuwajac sie nieco w dół zbocza. Nie jest to groźny upadek ale jak widać musi byc bardzo zmęczony i droga w dół bedzie dla niego jeszcze trudniejsza. Godzinę zajmuje nam pokonanie skalnego odcinka. Przystajemy na chwile przy malutkiej świątyni. Skaly pomazane sa spreyem. Jak widać wandale górscy grasują nawet w Indonezji. Dopiero teraz możemy zobaczyc scenerie wspinaczki. Jakis czas pózniej przewodnik zatrzyma sie i wskazując daleko w busz pokaże mi palcem duża czarna małpę. Ta mignie mi tylko na drzewie i ucieknie.
Robimy kilka postojow, robi sie coraz cieplej wiec ściągamy kolejne warstwy ubrań. Moje kolano daje o sobie znac. Sprawdzam na gpsie wysokość – 1700m jeszcze tylko 550m w dół i skończy sie moja przygoda z Gunung Agung. Z Lee pot spływa strumieniami. Pyta mnie czemu wybrałam w Indonezji zdobywanie wulkanów zamiast odkrywanie bezludnych wysp. Odpowiadam tylko uśmiechem. Na ostatniej prostej przewodnik zagaduje do mnie, ze moge mu dac napiwek, bo zrobił dla mnie cos ekstra, zaprowadził nad sam krater. Czemu mnie jego zachowanie jakos nie dziwi? Spodziewałam sie tego. Nie lubie kiedy ktos sie upomina o pieniądze ale imponuje mi tym, ze wchodzi na te gore 5 razy w tygodniu. Docieramy do skuterka i po pozegnaniu z Lee udajemy sie na dol do wioski. Tam szybko melduje na policji, ze jestem cala i zdrowa, wiec mogą to odnotować to w książce wyjsc do ktorej wpisałam sie w nocy. Daje mojemu przewodnikowi napiwek, troche wiecej niz zakładałam ale nie mam drobnych. Żegnamy sie przyjaźnie a ja obiecuje polecac go znajomym, którzy zechcą zdobyć szczyt. Szybko przepakowuje moje rzeczy i wsiadam na skuter, czekają mnie 2 godziny jazdy aby dotrzeć do Ubud. Bede miała tam problem aby znaleźć nocleg, bo z powodu szczytu sezonu nie bedzie miejsc w hostelach. Prawie zasnę z nosem w gado-gado* w ulubionej knajpce. A gdy w koncu znajde pokoj, dam znac mamie, ze jestem cała i zdowa, to zasnę na długie 12 godzin. Lubie ten stan. Szukanie granic zmęczenia to ciekawe doświadczenie. Nie tylko w Indonezji.

*gado-gado to ryz podawany z warzywami (czasem tez tofu) w orzechowym sosie, jedna z moich ulubionych potraw w Indonezji

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Wulkany Indonezji: Gunung Agung 3142m npm

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s