Wulkany Indonezji: Gunung Rinjani 3726m npm

Didaskalia: Gunung Rinjani (3726m npm) to najwyższy wulkan na Lombok – wyspie na wschod od Bali. Jest drugim co do wysokości wulkanem w Indonezji. Jednym z najpopularniejszych trekkingow w tej części swiata. Podejrzewam, ze podobnie znanym jak malezyjskie Mt Kinabalu. W sezonie na szczyt wchodzą dziennie setki (SETKI) osób. Co czyni trekking dosyć towarzyska impreza. 😉

Poszłam na Rinjani sama. Kazdy komu powiesz, ze pójdziesz samemu z plecakiem i sprzetem powie Ci zes wariat, ewentualnie silacz. A jesli ta osoba pracuje w turystyce to usłyszysz ze to nielegalne. Ale jak wyjście w gory i męczenie sie duzo bardziej niz inni na własne życzenie moze byc nielegalne? Dla mnie bardziej nielegalne jest robienie kasy na ludziach, którzy nie sa wystarczająco sprawni i beda na tym wulkanie pod szczytem płakać, bo zimno, bo wieje wiatr, bo cieżko sie idzie, nie maja siły i generalnie nikt im nie powiedział ze to takie trudne (?!) Nielegalne to bardzo duże słowo. Gdyby takie było to gore tak jak Ararrat w Turcji obstawiloby wojsko z karabinami, w gratisie otoczyliby to pastuchem jak chatki w Tatrach w ochronie przed niedzwiedziami i bez permitu nie byłoby opcji. Podobno jesli przyjdzie sie do biura parku i ma sie wystarczający dar przekonywania puszcza Cie samemu po podpisaniu papieru, ze robisz to na własna odpowiedzialność. A ja sie pytam na czyja jesli nie na swoja? Straszy sie samotnych śmiałków, ze kilku ludzi umarło przy samotnej wędrówce na szczyt. Ale jak podrazysz głębiej to dowiesz sie ze owszem zmarł jeden Tajwanczyk, który wspinał sie w listopadzie w porze deszczowej, kiedy szlak jest zamknięty z powodów pogodowych. A inny spadł ze szczytu w przepaść. Z tym ze ten drugi miał przewodnika. Ten jakos jak widać mu nie pomógł. Bo jak ma minimum 6 osób do upilnowania to nie złapie każdego któremu omsknie sie stopa choćby nie wiem jak sie starał. I ok w 99% sie z nimi zgadzam co do jednej kwestii, mało kto na plażowe wakacje w Indonezji przyjeżdża sprzetowo przygotowany na takie atrakcje. Widoki sa nieziemskie, wiec jesli Cie stać na wydanie min 100eur na 3 dniowa wyprawę z tragarzami i przewodnikami, gdzie dostaniesz jedzonko na plastikowym talerzyku i siku zrobisz w przenośnym kibelku to ja tego nie wartościuje a nawet powiem idz bo pieknie!
Dla mnie w gorach chodzi troche o cos innego. Nie tylko widoki a wyzwanie, o ten pot i przekleństwa w duchu na 100m przed szczytem. O te nudle z proszku gotowane na dziwnym indonezyjskim palniku. I o stawianie namiotu kiedy i gdzie mi sie podoba. I o wiele innych rzeczy, które wytłumaczyć nie sposob.Takie to wprowadzenie do historii szóstego juz wulkanu.

Trzeciego dnia późnym popołudniem siedziałam w Pos1, jakas godzinę drogi od wioski. Postanowiłam zostac tam na noc ze względów czysto ekonomicznych. Spanie mam w namiocie za darmo, na Gili Air juz sie tego dnia nie dostane, bo łódki przestaną pływać zanim dojade do portu. (Przypis wyjasniajacy: Na Gili Air zostawilam czesc mojego ekwipunku, ktory w gorach nie byl mi potrzebny). Wstane następnego dnia wcześnie rano i na spokojnie wroce na wyspę. Siedzę pod daszkiem i koślawie gadam po indonezyjsku z miejscowymi. Przychodzi grupa z Singapuru. Ucinam sobie krótka pogawędkę z przewodnikiem. Oczywiscie najpierw następuje pytanie: “Gdzie jest twój przewodnik? Nie mam przewodnika ide sama. Sama? Wow! Super! Strong girl!” I jakos poczułam zaufanie do tego pana i mowie „Powiem Ci wiecej! Nie tylko sama ale zaczęłam trekking w Torean!” „W Torean? To nielegalne!” No następny!  Po wymianie spostrzeżeń na temat tej innej mało popularnej trasy daje mi rade jak uniknąć checkpointu biura Parku Narodowego przy zejściu. Tak na wypadek gdyby chcieli sprawdzic moj bilet, poleca mi kierować sie na lewo a nie bede miała kłopotów. Mysle, ze i tak by nawet nie zwrócili na mnie uwagi w tłoku poranka i wszystkich startujących grup i nieco musztarda po obiedzie robic mi wyrzuty jak juz jestem na dole ale skorzystam z jego rady i poza usmiechami miejscowych i panem który sam sie zatrzyma, zeby mnie podwieźć do najbliższego miasta nie zaznam żadnych interakcji z władzami parku.
Pewnie komuś nasunie sie mysl, ze isc mogłam sama ale za wejście do parku zapłacić powinnam (wstęp do parku dla turystow zagranicznych to 250tys rp czyli okolo 16eur, nie ma biura w wiosce Torean), wiec juz śpieszę z wyjaśnieniem. Indonezja to bardzo skorumpowany kraj. Bardzo. Ktos kiedys rzucił, ze trzeci najbardziej skorumpowany na świecie. Nie mam pojęcia w jaki sposob sie to mierzy i na pewno wiele afrykanskich krajów bije Indonezje na łeb na szyje. ALE! Podobno 70% z wpływów z parku płynie do Jakarty i ślad po nich ginie. Reszta podobno ma byc rozdysponowana na utrzymanie trasy, usuwanie śmieci i wypłaty dla
ludzi pracujących w biurach. Smieci tam jest morze wiec z tym sobie nie radza na pewno. Dlatego jesli moge dysponowac moimi 16eur to wole zapłacić prywatnej osobie za podwozke, dac napiwek w restauracji jesli mi sie podobało czy inaczej wesprzeć pojedynczego człowieka. Nie w ramach nabijania kieszeni rzadu na który jak Indonezja długa i szeroka kazdy narzeka. O! Wytłumaczyłam sie! 😉
Na Rinjani sa dwie główne drogi. Jedna z Senaru (580m npm) i druga z Sembalun (1150m npm). Zazwyczaj zaczyna sie w jednym punkcie a kończy w drugim. Kolejność w miarę dowolna. Nie planowałam, ze wejdę na Rinjani. Głównym powodem przeciwko była masa turystow, ktora przelewa sie przez to miejsce. Ale siedziałam kiedys u Supiiego i mi sie rano nudziło. On poszedł do pracy a ja bez skuterka nie miałam co robic. I znalazłam w pokoju magazyn o nazwie Asia Outdoor albo cos w tym stylu. A tam obszerny artykuł o wspinaczce na Rinajani inna droga! Zaczynając w wiosce o nazwie Torean. Pomyślałam: to brzmi dobrze!  Zaczęłam szperac w internecie. Znalazłam jakies poglądowe mapy i jeden opis pewnego Amerykanina, który sam zrobił te trasę 2 lata temu. A wtedy juz mało co było mnie w stanie odwieźć od pomysłu. Uzupełniłam sprzęt o tani spiwor, matę i dziwny palnik i ruszyłam z Gili Air w strone wulkanu. Taktyka była taka ze dopóki nie dotrę na miejsce to nikomu sie nie przyznam, ze ide sama bez przewodnika. Wiec najpierw wciskalam uroczy kit panu kierowcy samochodu, którym dojechalam do Bayan a potem panu kierowcy ojeka*, którego wynajęłam aby dotrzeć do Torean. A tam szybciutko zmieniłam buty zapytałam o kierunek miejscowych i zanim podnieśli rwetes juz mnie nie było. Początkowo droga wiedzie przez pola kukurydzy i pola ryżowe. Przy każdym rozstaju dróg jesli był ktos w pobliżu pytałam w ktora strone. Jesli nikogo nie było to wybierałam drogę szersza. W pewnym momencie spotkałam pana który pokręcił głowa i kazał zawrócić i pójść w lewo. Potem jeszcze jednego który przeprowadził mnie przez środek pola kukurydzy i pokazał którędy. A kiedy juz dotarłam na skraj dżungli wiedziałam, ze odtąd bedzie jedna ścieżka. Przynajmniej tak twierdził człowiek z internetu. 😉 Co jakis czas na drzewach były pomarańczowe strzałki, które utwierdziły mnie w przekonaniu ze to dobra droga. I tak sobie szlam i szlam az do rozstaju dróg gdzie kompletnie zgłupiałam. Poszłam w prawo, zawrocilam, poszłam w lewo, stanelam, popatrzyłam na te poglądowa mapę zapisana w telefonie, poszlam z powrotem w prawo. I dalej nie wiedzialam czy to dobrze czy zle. I tak szlam z godzine rozmyślajac czy sie zgubiłam czy nie. Rozważając scenariusze. Mam jedzenie, namiot, wodę, latarkę, gps’a i zapasowe baterie. Minęlam kilka miejsc w ktorych mogłabym w ostateczności zabiwakowac. A jak bedzie kompletnie zle to jutro wroce ta sama droga do wioski. I tak sobie rozważałam az zobaczyłam przepiękny wodospad! Cudo! Ze 100m wysoki jak nic! Popatrzyłam na mapę. Wodospady miały byc nieopodal trasy z Senaru. Czyżbym jakims cudem dołączyła do głównego szlaku? Z każdym krokiem   coraz bardziej zaczynałam w to wierzyć. A potem poznałam ich. 6 indonezyjskich chłopaków i ich tragarza. Nie zapytałam czy to dobra droga bo głupio mi sie było przyznać. Ale szlam z nimi przez jakis czas. Pokazali mi ze szlak znaczony jest niebieskimi skrawkami reklamówki zaczepionymi na drzewach. Zaczęliśmy mijać grupy ludzi schodzących na dół. Zapytałam kogos z nich ile jeszcze do Pos3 – biwaku na trasie z Senaru. I usłyszałam ze nie ma Pos3 tylko kemping nad jeziorem! Wiec tak! Nie zgubiłam sie! To caly czas dobra droga! Zrobiło sie ciemno, po przekroczeniu rzeki odlaczylam sie od chłopaków, rozstawilam nad nią namiot i po kolacji poszłam spać. Jedząc moje nudle z kubka patrzyłam na szczyt po drugiej stronie doliny gdzie wysoko wysoko płonął las. Wyglądało to dosyć specyficznie. Piekne rozgwieżdżone niebo i pomarańczowa płonąca plama wysoko w gorach. Rano po otwarciu namiotu okazało sie ze miałam bardzo malowniczą miejscówkę na camping. Zieleń podobna do tej gruzińskiej. Kolejne 3 godziny były bardzo męczące. Po każdych pokonanych stu metrach w gore okazywało sie ze szlak schodzi te same 100m w dół. I tak kilka razy. Kiedy w koncu dotarłam do jeziora Segara Anak w kraterze dawnego wulkanu powitał mnie tam dosyć przykry widok. Cała północna linia brzegowa usiana smiecmi i namiotami. Dołączyłam wlasnie do głównego szlaku. Z jednej strony kamień z serca bo wiem ze juz sie nie zgubię. Z drugiej od teraz zacznie sie jedna wielka sesja zdjeciowa. Siedziałam nad jeziorem 2h. Zdjec zrobiono sobie ze mna przynajmniej tuzin. Okrzyków, ze jestem dzielna, odważna i silna uslyszalam ze 2 razy tyle. A ja tylko kiwalam głowa. W sumie poza faktem, ze na pierwszy dzien wybrałam inna trasę to naprawde podniecenie wynikające z mojego samotnego trekkingu było w moich oczach wysoce przesadzone. Szlak nie jest trudny. Jest meczacy. To fakt. Ale na pewno nie niebezpieczny dla kogos z jako takim doswiadczeniem w gorach.

photo

SONY DSC ??????????????????????????????? ???????????????????????????????

Kolejne 3 godziny zabralo mi dotarcie do miejsca zwanego Sembalun Rim gdzie biwakuje sie przed nocnym atakiem na szczyt. Rozstawilam namiot, przynioslam sobie wode ze zrodelka i ugotowalam kolejne nudle ku zdziwieniu przewodnika grupy, ktora biwakowala tuz obok mnie. Dwojka Belgow dosiadla sie do mnie i nawet dostalam omlet, bo Frederick nie jada jajek o czym kucharz z jego grupy zapomnial 😉 Miejscowka na nocleg byla przesliczna, ponad chmurami, ze szczytem Sengkareang po drugiej stronie doliny. Kiedy zrobilo sie juz ciemno i lezalam w namiocie probujac zasnac gdzies tam daleko w gorach byla burza i slychac bylo grzmoty a raz na jakis czas niebo rozswietlaly blyskawice.

???????????????????????????????

Wszystkie zorganizowane grupy wyruszaja na szczyt o 3 rano zeby podziwiac stamtad wschod slonca. Aby uniknac stania w kolejce na szlaku postanowilam wyruszyc nieco pozniej. Nie ludzilam sie, ze jestem super szybka i dotre na wschod slonca na szczyt. Ale wschodow slonca z wulkanow widzialam juz kilka i dla świętego spokoju podczas tych prawie 4 godzin drogi na szczyt, odpuscilam go sobie bez zalu. Kiedy wyszlam przed 4 rano z namiotu i popatrzylam w gore zobaczylam krawedz krateru upstrzona swiatelkami z czolowek wspinaczy. Wygladalo to jakby krater byl oswietlony niczym porzadna autostrada. Ruszylam w gore. Nie bede rozpisywac sie na temat podejscia. Powiem tylko, ze sa dwie partie, podczas ktorych klelam dosc siarczyscie. Kiedy w koncu o 7:30 stanelam na wierzcholku bylo tam dosyc spora grupa Indonezyjczykow. “Miss, Miss where are you from?” “Polandia!” “Polandia? So you can use our flag up side down!” Zajebisty pomysl pomyslalam i dolaczylam do szalonej sesji zdjeciowej. Zostalam poproszona o zrobienie zdjec ze specjalnie przygotowanymi kartkami z okazji czyjegos slubu czy z pozdrowieniami dla chorej dziewczyny wspinacza, ktora nie mogla dolaczyc do niego podczas tego trekkingu.

photo 1

??????????????????????????????? ??????????????????????????????? ???????????????????????????????

Posiedzialam tam chwile. Zjadlam batona i ruszylam w droge powrotna. Zjazd po kamieniach i pyle w dol lacznie z wizyta w zrodelku zajal mi jakies 1,5h. Widoki zapieraly dech w piersiach. W kalderze znajduje sie jezioro Segara Anak oraz bardzo mlody (200 lat) i aktywny wulkan o nazwie Gunung Baru (2363m npm).

??????????????????????????????? ??????????????????????????????? ??????????????????????????????? photo22
Dotarlam do namiotu i zwinelam oboz. Moich sasiadow juz nie bylo, co nawet mnie ucieszylo. Ich przewodnik nie darzyl mnie zbytnia sympatia. I chociaz moze jego intencje byly dobre to ja upieralam sie zeby bylo po mojemu i wcale nie zaluje. Ostatni wieczor byl dosyc dziwny. Kiedy rozstawilam namiot i zaczelam gotowac moje nudle pojawila sie grupa 30 mezczyzn i chlopcow, ktorzy przyszli tam na kemping tylko na jedna noc. Mniej wiecej 10 z nich usiadlo dookola mojego namiotu i sledzilo kazdy z moich ruchow. Jak gotuje, jak jem, jak sprzatam balagan. Pogawedzilismy koslawie po indonezyjsko-angielsku ale kiedy doszlo do momentu propozycji, ze ktos przespi sie w moim namiocie ze mna to bardzo szybko zaczelam ziewac i poszlam spac. Oczywiscie po zmysleniu historii o moim chlopaku, ktory byl ze mna w Indonezji ale musial wrocic do pracy tydzien wczesniej niz ja i dlatego ja tak sama na Rinjani. Jak tak dalej pojdzie to urosnie mi dlugi nos jak mial Pinokio i nie zmieszcze sie do samolotu…

photo 2 photo 3

*ojek – motor taksowka

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Wulkany Indonezji: Gunung Rinjani 3726m npm

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s