Wulkany Indonezji: Gunung Merbabu 3145m npm

Wspinamy sie juz ladna godzine. Idzie mi sie bardzo przyjemnie. Bo mam prawie pusty plecak. Namiot, spiwor, kilka ubran i ze trzy paczki ciastek. Niewiele jak na dwudniowa wspinaczke na wulkan wyzszy niz 3000m. Kilka dni temu spotkalismy sie ze znajoma Edwina i jej chlopakiem: Lita i Martinem. Dziewczyna nie mowi za wiele po angielsku ale jest bardzo mila, stara sie jak moze a dla mnie co najwazniejsze lubi gory tak jak ja. Plan byl taki zeby wejsc na Merapi. Najbardziej aktywny wulkan w Indonezji. Ale musimy mierzyc sily na zamiary. Danya i Edwin chca tez isc a nigdy w zyciu nie byli w gorach. Wybieramy wiec nieco wyzszy wulkan Gunung Merbabu ale z latwiejszym podejsciem. Bez pylu i skal wulkanicznych. Troche mnie to martwi, bo wulkan o wysokosci ponad 3tys metrow to nie jest Gorka Szczesliwicka i obawiam sie, ze moga byc z nimi problemy. Po dosyc profesjonalnym briefingu Lita proponuje, ze oni zajma sie prowiantem i gotowaniem. Zbiera od nas po 50tys rupii (3eur) i umawiamy sie ze dojedziemy na miejsce na skuterach. No i teraz ide pod ta gore z plecakiem i mam ogromne wyrzuty sumienia. Martin targa wielki 100l plecak i nawet nie chce slyszec kiedy proponuje, ze moge cos od niego wziac do mojego plecaka. No tak. Meska duma. Zaczelismy okolo 15:00 i mamy jakies 900m wysokosci podejscia. Nie jest to duzo. Ale sciezka jest caly czas stroma, nie ma zadnych wyplaszczen. Po prostu przez 2-3h ostro pnie sie pod gore po czym dociera do miejsca zwanego Pos4. Stamtad mozna podziwiac przepiekny zachod slonca o ile sie na niego zdazy.

???????????????????????????????

Danya nie ma dobrej kondycji. Spojrzmy prawdzie w oczy nie ma jej wcale. Po plaskim chodzi wolno. Po stromym bardzo, bardzo wolno. Przystaje co trzeci krok i robi mine cierpietnicy. Wiedzialam, ze tak bedzie ale nie chcialam jej mowic, ze nie powinna tego robic. Bo moze to polubi i zacznie nad soba pracowac? Nie wolno podcinac ludziom skrzydel. Idziemy wiec powoli. Dodatkowo Martin z wielkim plecakiem moze i jest w lepszej formie ale przeziebil sie nieco dzien wczesniej i tez siada prawie co 100m. A mi sie nogi rwa do biegu z tym pustym plecakiem. Lekcja cierpliwosci Panno Agnieszko powtarzam sobie w duchu i po kolejnych 200m przystaje aby na nich poczekac. Robimy kilka dluzszych przystankow. Oni dziwia sie jak to jest mozliwe ze nie mam zadyszki i nie splywa po mnie rzeka potu. No coz ja poradze… Specjalnie sie woda nie obleje przeciez. W pewnym momencie Martin prosi mnie zebym nie czekala tylko poszla do Pos4 i rozstawila swoj namiot, bo niedlugo zrobi sie ciemno. Yey! Coz za radosc! Mam tylko trzymac sie rury z woda ktora biegnie dokladnie wzdluz szlaku a wtedy na pewno sie nie zgubie. Docieram dokladnie w momencie kiedy zaczyna sie zachod slonca. Jestem na tyle wysoko, ze chmury wisza nieco pode mna. Jeden z piekniejszych zachodow slonca w moim zyciu. Troche mi sie kojarza z obrazkami z Krola Lwa. No ale to nie Afryka. 😉 Na kempingu poznaje sporo mlodych Indonezyjczykow, ktorzy rowniez wspinaja sie na szczyt. A niektorzy po prostu biwakuja (i imprezuja ;)) w tych slicznych okolicznosciach przyrody. Po okolo 30min dociera do mnie Edwin i Martin a po godzinie Danya z Lita. Dostawiamy do mojego drugi namiot i podczas kiedy Lita gotuje kolacje my siedzimy przy ognisku i rozmawiamy. Po jakiejs godzinie posilek jest gotowy a mi opada szczeka. No ja sie nie dziwie, ze Martinowi ciezko bylo niesc plecak skoro mial tam dosyc duza i ciezka kuchenke gazowa, plastikowe talerze, metalowe sztucce, kubki itd. Na kolacje jemy smazonego kurczaka z ryzem i warzywami, wszystko popijamy herbatka. Lita ma ze soba nawet sos soyowy. Ja za to mam pierwsza lekcje jak sie w Indonezji chodzi po gorach 😉

??????????????????????????????? ??????????????????????????????? ???????????????????????????????

Krotko po kolacji idziemy spac. Budziki nastawione na 2:30, bo o 3 rano mamy zaczac wspinaczke na szczyt. Jak przystalo na muzlumanski kraj, dziewczyny spia w jednym namiocie a chlopaki w drugim. Zarowno namiot jak i spiwor sa na mnie za krotkie wiec musze spac w pozycji embrionalnej, ktora nie jest moja ulubiona. Na szczescie jest w miare cieplo. Kiedy sie budze na dzwiek alarmu w telefonie Lita juz gotuje nudle na sniadanie. Martin nie czuje sie najlepiej i rezygnuje ze wspinaczki na szczyt. Ponadto spal w moim namiocie, ktory ze wzgledu na to, z jest lekki jest tez bardzo cienki. Oznacza to tyle, ze jest w nim zimno. W Nowej Zelandii mi to nie przeszkadzalo, bo mialam dobry spiwor. W Indonezji tylko na Semeru bede go przeklinac. 1,5kg mowi samo za siebie. To moj najlepszy przyjaciel w podrozy 😉

Pod gore idziemy jeszcze wolniej niz poprzedniego dnia. Zaczynaja pojawiac sie skaly i zwalone pnie drzew. Przysiadam na kamieniu i czekam na reszte. 3h zajmuje nam wyjscie na przelecz (okolo 400m wysokosci, sic!) tam ogladamy wschod slonca. Po kolejnych kilkudziesieciu metrach Danya rezygnuje. Jeszcze probujemy ja zmotywowac, bo do szczytu juz naprawde niedaleko ale ona twierdzi ze zrobi jeszcze kilka krokow to zwymiotuje ze zmeczenia. To dosc szybko przemawia mi do rozsadku i nie probuje jej ciagnac na sile. Edwin postanawia z nia zostac. Niby, zeby nie bylo jej samej smutno ale dobrze wiem, ze tez mu sie nie chce isc. My z Lita kontynuujemy wspinaczke i po godzinie jestesmy na szczycie. W ciagu tej godziny pokonujemy kilka trudnosci, z ktorymi Danya na pewno by sobie nie poradzila (wspinaczka skalna i trawers po bardzo waskiej polce). Na szczycie przepiekny widok na zachod i polnoc. Widac wulkany Sumbing i Sindoro. Tylko Merapi, ktory jest zaraz obok na poludniu pozostaje w chmurach. Gdybysmy dotarly na szczyt godzine wczesniej to widoki na pewno bylyby jeszcze lepsze. Ale nie ma czego zalowac. Czasem praca zespolowa jest wazniejsza niz zdjecia. Spedzamy dosc sporo czasu na szczycie. Lity angielski poprawia sie z minuty na minute. Pewnie duzo umie ale nigdy nie uzywa wiec trudno jej sobie przypomniec slowa.

photo

??????????????????????????????????????????????????????????????

Robi sie coraz cieplej. Jak na 3tys metrow to naprawde temperatura jest zaskakujaco wysoka. Schodzimy do Edwina i Dani, ktorzy budza sie z drzemki. Kolejna godzine zajmuje mi dojscie do namiotu. Nie czekam na reszte, bo nikomu to nie pomagam a tylko stresuje Danye. Tym razem ja ucinam sobie drzemke w namiocie i budze sie po kolejnej godzinie kiedy oni tez docieraja do obozowiska. Jemy lunch i pakujemy plecaki. Czeka nas droga w dol i powrot na skuterkach do Yogyakarty. Chcialabym uniknac jazdy noca. Przynajmniej po kretych drogach pod wulkanem ale przestaje sie ludzic, ze znajdziemy sie wszyscy na dole przed zmierzchem.

Na 1600m wjechalismy na skuterkach co bylo meczaca zabawa. Moj skuter okazal sie nie miec wystarczajacej mocy aby podjechac stroma droga ze mna, Lita i dwoma plecakami. Musialam odpychac sie nogami a w ostatecznosci wysadzic Lite i wjechac na gore sama. Wtedy myslalam, ze nic gorszego zdazyc sie nie moze! Alez bylam w bledzie! Zjazd to dopiero meka! Droga nie jest asfaltowa, wiec skuter podskakuje na wybojach. Caly czas musze naciskac na hamulce z calej sily. A wyzlobienia w gripach bolesnie wbijaja mi sie w dlonie. Nie jestem tez w stanie sie zatrzymac. Wiec pedzimy z Lita na leb na szyje a ja krzycze z bolu. Droga do Yogyakarty wydaje sie nie miec konca.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Wulkany Indonezji: Gunung Merbabu 3145m npm

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s